Celowa nieobecność tutaj. I znów powrót do miejsca gdzie można poukładać coś co tłoczy się w głowie.....Lubie takie powroty... Gdybym codzienie układała w zdania to co chcę powiedzieć, jednynym wynikiem tej żmudnej pracy byłyby tylko haos, a haosu nie lubię, bo sprawia że tracę grunt pod nogami i nie czuję się bezpiecznie. Wolę tylko ścierać kurz z tego co już wiem o sobie i życiu. Ostatnio, tzn patrząć z perspektywy minionego miesiąca o sobie dowiedziałam się bardzo wiele. Nauczyłam się akceptować każdy dzień, myśl czy zdarzenie takim właśnie jak ono jest. Nie piszę czarnych scenariuszy, by nie ujrzały światła dziennego. Przyzwyczaiłam się to swojego nowego planu dnia i trzymam się go wszystkimi siłami. Nie przeczę, że bardzo chciałabym wrócić do domu i ugotować obiad nie tylko dla samej siebie, czy uprasować dla kogoś koszulę. Narazie mnie to nie dotyczy i dobrze że jestem tego świadoma. Cieszę się że istnieją dla mnie ludzie, o których przed snem mogę ciepło pomyśleć. Jeszcze nie nauczyłam się tak poprostu podnieść słuchawki i zadzwonić do kogoś, gdy jest mi źle, ale wszystko przede mna. Sama świadomość że istnieje taka osoba, która odebrałaby ten telefon, sprawia że czuję się bezpiecznie sama ze sobą. Oswojona czy też przyzwyczajona do wszystkiego co mnie otacza, mogę spoglądać na życie z innej perspektywy. W końcu dotarało do mnie, że tak poprostu musi być. Dni mijają tak szybko, a ja codziennie powtarzam sobie ulubiony cytat z mojej księgi cudów: "Każdy dzień zbliża nas, do tego najważniejszego dnia". Z pasją zrywam kartki z kalendarza, już nie kartki z dniami a miesiącami. Czuję jak się zbliża, z każdą sekundą, chwilą, mgnieniem, wiem że przede mna ostatnia prosta, ostania prosta do celu....
Nie było mnie tu prawie miesiąc. Przez ten cały czas próbowałam stać z boku wszystkiego i patrzeć co się dzieje w moim życiu. Nadeszło dużo zmian, tak dużo że nie potrafię jeszcze ich poukładać. Spadł pierwszy śnieg a z nim cała lawina podłych myśli, obaw i lęków. I najdziwniejsze dla mnie, odczucie obawy o kogoś, silniejsze niż starch o siebie. Kiedy wyjeżdżał były łzy i przerażenie w oczach. Nie wiedziłam co będzie dalej i nie umiałam odpowiedzieć mu na to pytanie. Byłam tylko pewna jak niczego na świecie, że sobie poradzi. Męskie łzy są dla mnie czymś czego opisać nie potrafię i choć były piękne dziś wiem, że nie potrzebne. Mogę być dumna z przyjaciela, bo wiem że po kolei spełniają się jego największe marzenia, te o których nikt poza mną nie ma pojęcia. Jestem dumna, bardzo z niego dumna... Kolejna kartka w kalendarzu osamotniła mnie jeszcze bardziej, telefon tak często milczy. Przyjaciółka też zajęta, nawet raz na tydzień trudno o oznakę życia z jej strony... Skupiam się na sobie, uczę się, pracuję. Zabijam czas i tęsknie za wiosną, taką delikatną i wietrzną, za śpiewem ptaków i za zapachem skoszonej trawy. Ten zapach przynosi nadzieje i budzi z zimowego uśpienia, może za kolejny miesiąc da się go odczuć choć na sekundę??
Wielkiemi krokami nadchodzi moment głuchej ciszy. Każdy podąża swoją drogą. Nawet przyjaciel ma prawo wyjechać. Niestety ja nie mam prawa go zatrzymać. Wiem tylko jak pusto zrobi się nagle w moim świecie. Znowu zostanę rzucona na głeboką wodę. Staram się nabrać powietrza w płuca by nie utonąć. Ale na nic to bo nie będzie już nikogo kto poda mi ręke. A nawet gdybym nie utonęła to pewnie przysypie mnie śnieg. Maleńka iskierka nadzieji tli się we mnie. Może na wiosnę oddtaję, rozprostuję skrzydła i wufrunę stąd. Nieważne gdzie, byle jak najdalej stąd. Nie chce być tu gdzie mój dom, chce być tam gdzie jest moje serce. A jest daleko... bardzo daleko... O ile nie zapomni o mnie, za rok znów się spotkamy na naszej ziemi obiecanej... Tylko rok to o rok za długo! Dzień za dniem przynosi coś nowego, nie wiem kim będziemy jutro, a skąd mam wiedzieć, czy będe istnieć za rok. Nie mogę być niczego pewna, ale wierzyć mogę. Więc wierzę, że cokolwiek, jakkolwiek ale odnajdę swoją ziemię. Może powinnam zacząć liczyć dni, skoro tak szybko mijają???
Wakacje się kończą i powoli zaczyna się uczelniany zamęt. Nie wiem jak poradze sobie ze wszystkim czasowo. Nawet nie mam minuty by usiaść i skupić się na własnych myślach. W sumie powinnam uznać to za pozytyw, zero zamartwiania :) Nawet mi to odpowiada. Wczułam się już. Przyczyną tego zamieszania jest mój mały biznes, który powoli zaczyna się rozkręcać i nabierać tempa. Nie będzie z niego kokosów, ale suma mojego stypendium pomnożona razy 4 już robi na mnie ogromne wrażenie. W każdym razie mam satysfakcje, że dojdę do czegoś sama. Więc powoli puchnę z dumy... hehehe, a jutro w nagrodę zrobię sobie dzień kobiety :)
Podobno kto żyje przeszłością, nie może zobaczyć przyszłości. Jestem na siebie zła. Nie zrobiłam żadnego kroku do przodu, wręcz przeciwnie. Czuję jakbym się cofała emocjonalnie, psychicznie czy jakoś tak. Cały tydzień praktycznie spędzam na odnajdywaniu resztek przeszłości, na spotykaniu się niby to przypadkiem z moimi byłymi miłostkami, byłymi przyjaciółmi i ludźmi którzy już nie zajmują w moim życiu tak ważnej pozycji. Dziwne doświadczenie. Bardziej uświadamia pustkę niż nadaje sens. Zmiany i zmiany, u innych lepiej u innych gorzej. Garść tych samych lęków i obaw. Nawet mój blog wydał mi sie obcy i do niczego niepotrzebny. Ponad miesiąć minął kiedy zaczęłam tu się uzewnętrzniać, a jaki postęp w moim życiu?? To samo co zawsze raz pod górkę, raz z górki. Człowiek to jednak silny jest, potrafi się przyzwyczaic do marazmu jak do własnej skóry. Byle by tylko nigdy nikomu nie zazdrościć, a wierzyć, że samemu tak można. Mógłby mi ktoś jednak wcześniej powiedzieć, że tak łatwo to nie będzie, albo przynajmniej zapytać czy chce sie urodzić?....
Gdybym mogła wybierać chciałabym być kotem. Jestem niezależna, chodzę własnymi ścieżkami. Lubie wygrzewać się w słońcu, polować i nosić z dumą swoje zimowe futerko. Wielu ludzi bardzo myli się co do tych zwierząt, uważając je za fałszywe, zdradliwe. Tak samo wielu ludzi myli się co do mojej osoby, bo noszę głowę wysoko, bo obserwuję ludzi trochę z boku. Ale koty to wbrew utartej opini niezwykle inteligentne stworzenia, potrafią przywiązać się tylko do jednego właściciela na całe życie. Ja też chcę znaleźć swojego Pana. Będę mu mruczeć z zadowolenia i wpatrywać się w niego jak w obraz... Dziś tylko potrzebuje kropelki mleka w postaci komplementu czy dobrego słowa. Mam ochotę mruczeć, ale nawet bezpański kot potrzebuje zachęty....
Wstałam z samego rana, słońce obudziło mnie zapewne ostatnimi już tego lata promykami. Teraz wpatruję się w świat za oknem. Jest ciemno i cicho. Jakby znikło życie. Cały dzień zabiegana, nie zdążyłam nawet zauważyć jak upłyną cały dzień. Nie chce żeby tak mijało moje życie, żeby przepływało mi przez palce, żebym nie zauważyła kiedy mnie już nie będzie... Lubie te momenty kiedy moge spojrzeć na siebie z boku, zastanowić sie nad życiem, poprostu widzieć swoje życie. Czasami tylko brak czasu... To właśnie czas determinuje nasze zachowania, sprawia że wciąż gdzieś gonimy, do czegoś dążymy. A odwieczna zagadka nie zostaje wciąż rozwikłana. Nie potrafimy zatrzymać pięknych chwil, ani sprawić by czas płyną szybciej, byśmy szybciej wyzbyli się pustki, niemocy, cierpienia. Ludzie rodzą się, dojrzewają i umierają. Naturalne prawo życia. Każdy dzień trwa dokładnie tyle samo godzin, minut, sekund. Żadna chwila nie powtórzy się już nigdy, nigdy też nie nastanie ta sama data. Ktoś nieskończenie mądry musiał skonstruować świat... Gdyby jednak człowiek posiadł moc władania czasem i mógł zmieniać bieg własnej historii, czy jego życie nie byłoby puste?? Przecież mógłby wszystko?? A co wtedy z tą niespodzianką, na którą każdy czeka, która napędza życie??
Wróciłam do siebie, do samej siebie... Czuję zapach swojej skóry, dotykam miękkich włosów, rozgrzewam swój silny temperament. Pierwszy raz od dawna otworzyłam książkę do hiszpańskiego. Bardzo brakowało mi mojej pasji, nawet nie wiem jak mogłam pozwolić sobie stłumić w sobie moją "hiszpańska krew", nie wiem jak mogłam się tego wyrzec, a nawet wstydzić. Z głośników płyną słoneczne, gorące rytmy. Nie zrezygnuję już znich. Niech podnoszą mi temeraturę w zimie, niech grzeją mnie barwa głosu. Tak za nimi tęskniłam... Kocham bez reszty wszystkie swoje dziwactwa. Pasję kolekcjonowania aromatycznych herbat z różnych zakątków świata i graniczące z obsesją ;) zakupy w lumpeksach. Kocham całą tą energię, którą wkładam we wszystko co robię. Bo jak coś robić, to "na cztery fajerki"!!! :)))
Lubię zapach powrotu do domu, jaskini w której czuję się bezpieczna. Lubię też smak tęsknoty. Człowiek potrafi tęsknić za tyloma rzeczami. Brakowało mi koloru ścian w moim pokoju, miękkiego futra mojego kota, piosenki Snow on the Sahara, bloga własnego ale także i tych których wpisy czytuję codziennie. Dobrze jest wracać i wiedzieć, że ma się do czego wracać... Dobrze jest wracać i wiedzieć, że ktoś tęsknił...Ale najpiękniejsze było zerwać sześć kartek w kalendarzu... Te szcześć dni zapisało w życiu każdego tyle zmian, o tyle dni jesteśmy bliżej spełnienia marzeń...
Mogłabym mieszkać w Czechach. Ludzie tam chodzą uśmiechnięci, jakby mieli mniej problemów. Bez kontaktu z krajem, życie było poprostu łatwiejsze. Przywiozłam sobie dużo siły i słodkie andruty na zimę :) Na jednym z blogów przeczytałam, że najfajniejsze jest gonić króliczka. Polubiłam ten stan oczekiwania na spełnienie marzeń, oswoiłam się już z nim. Będę go karmić tymi andrutami aż przestaną mu smakować...aż dostanę to co chcę. To będzie mały szantaż, ale będę sie przy tym słodko bawić...